Nowy SI Magazyn już na rynku!
05-10-2012 – 09:30 | Jeden komentarz

Na rynku ukazał się najnowszy numer SI Magazynu Czasu Wolnego – dziesiąty, jubileuszowy i bardzo muzyczny. Muniek Staszczyk odsłania kulisy 4-letniej pracy nad nową płytą a Ewa Farna, najbardziej zapracowana nastolatka w Polsce, opowiada o …

Przeczytaj całość wpisu »
Produkty

Produkty sport i lifestyle, marki, kolekcje, kampanie, technologie.

Marki

Nowe marki, projekty specjalne, marki na świecie, nowe koncepty

Ludzie

Ambasadorzy marek, projektanci, kluby sportowe, sportowcy

Sklepy

Nowe sklepy, promocje i akcje specjalne, obniżki i wyprzedaże

Wydarzenia

Eventy sportowe, muzyczne, projekty sponsoringowe

Start » SI Magazyn

[SI around] Podróże nieoczywiste – Transylwania: wyboje, limuzyny, wino, gotyk, mgła i wilki…

Dodane przez Justyna @ SI dnia 30-06-2009 o 09:18Brak komentarzy
Tagi: , , , 4,151 odsłon/y
[SI around] Podróże nieoczywiste – Transylwania: wyboje, limuzyny, wino, gotyk, mgła i wilki…

Poszukamy czegoś dla siebie. Wygooglamy sobie jakiś ciekawy kawałek świata, żeby potem zapakować w samochód mapę albo gps i zobaczyć go na własne oczy. Im gorszą drogą, z dala od autostrad, drogich hoteli, zorganizowanego transportu i zbiorowego żywienia, tym lepiej. Będziemy dziwić się rzeczom oczywistym, w myśl zasady, że nie trzeba jechać do Czadu, żeby dać czadu, wystarczy do Czech, albo nawet do Częstochowy. Będziemy się dziwić kulturowo, kulturalnie, kulinarnie i krajoznawczo. Będziemy szukać miejsc, gdzie kiedyś dawno, mniej dawno, albo nawet dzisiaj, jak bańka powietrza na powierzchni zupy, wykwitła wielka albo mała historia, gdzie z wielkich lub małych międzykulturowych zderzeń urodziło się coś dziwnego. Dziwne jest piękne, ale piękne jest również to, co zwyczajne, ale widziane z niezwyczajnej perspektywy, jak marokańskie piwo czy szkocki smażony batonik Mars. Zapraszamy zatem na nasze boczne drogi, w poszukiwaniu przygody. Przygody, która zaczyna się tuż za naszymi drzwiami, która nie wymaga specjalnie wielkich poświęceń poza jednym – odrzucenia wygodnych stereotypów i uzbrojenia się w nieustającą, męczącą i rogatą ciekawość. (MFK)

Tytuł: “Podróże nieoczywiste – Transylwania: wyboje, limuzyny, wino, gotyk, mgła i wilki…
Tekst: Małgorzata Fugiel-Kuźmińska

Źródło:: SI Magazyn nr 1 / 2009 (maj – czerwiec)
Sprawdź również:: facebook.com/SI.Magazyn i SiCrew.blip.pl

Transylwania to miejsce niezwykłe, jakby zakrzywiała się tu kulturowa czasoprzestrzeń. Starożytne ruiny rzymskiej Dacji. Saskie wioski z czasów średniowiecznego niemieckiego Drang nach Osten. Cygańskie pałace rodem z opowieści Tysiąca i jednej nocy i przykryte brezentem oraz folią tabory, gdzie wciąż można kupić mosiężne patelnie i garnki. Obronne kościoły i chłopskie zamki, zbudowane do obrony miejscowej ludności przed krwiożerczymi jak prawdziwe wampiry najeźdźcami z różnych stron świata. Blokowiska, opuszczone fabryki i kombinaty. Place budowy, pnąca się w górę po wysokich rusztowaniach odradzająca się przedsiębiorczość. To wszystko naraz, jak w garnku gulaszu albo mamałygi. Wschód, Zachód, wino, gotyk, mgła, wilki, rysie i sokoły…

SI Around - Podróże nieoczywiste - Transylwania Do Rumunii wjeżdżamy małym, rzadko używanym przejściem granicznym gdzieś pomiędzy Oradea a Satu Mare. Wybudzeni z drzemki strażnicy półgłosem dyskutują między sobą, oglądając nasze paszporty – jeden, Michała, jest stary i niebieski, drugi, mój – brązowy, zdobny w unijne gwiazdki. Coś im nie pasują te kolory, ale w sumie kontrola paszportowa dziś tutaj to nawet nie formalność. W końcu Rumunia od 1 stycznia 2007 roku jest członkiem Unii Europejskiej, dowód osobisty spokojnie by wystarczył, my jednak jesteśmy staromodni – lubimy mieć w naszych kolorowych paszportach kolorowe pieczątki.

Rumunia wita nas jękiem amortyzatorów, szpalerem niskich, poskręcanych wiatrem drzewek, ręcznie malowaną w granatowo-żółto-czerwoną flagę tablicą i burzowymi chmurami zbierającymi się na horyzoncie. Do konwencji brakuje tylko zamczyska na wzgórzu i melancholijnego zawodzenia wilka gdzieś w oddali. Ale Rumunia nas zaskoczy, pokaże różne twarze i sprawi, że zapomnimy o stereotypach, których niemało nagromadziło się na temat tego miejsca wśród polskich turystów. No, to ostatnie to nie w pełni prawda, bo polscy turyści odwiedzają Transywlanię rzadko, uznając Rumunię za miejsce nie tyle egzotyczne, ile niebezpieczne, biedne i nieciekawe. Wiele jednak zmieniło się od czasów, gdy przejeżdżając przez Rumunię na wczasy do Grecji, strach było wysiąść z autokaru. Dzisiaj Rumunia to kraj dynamicznie rozwijający się, bezpieczny, coraz bardziej przyjazny dla obcokrajowców, lecz wciąż dziki, nieodkryty i autentyczny.

Popękane mury

Przygodę z Transylwanią zaczynamy w samym jej sercu. Po nocnej burzy Sighişoara nie pachnie najpiękniej, pewnie dlatego że średniowieczne kanały burzowe dopiero zastępowane są kanalizacją. Miasto wygląda, jakby od XV wieku nic się tu nie zmieniło – i jest to w zasadzie prawda, to jedno z najlepiej zachowanych w tej części Europy średniowiecznych założeń miejskich. Niewysokie kamieniczki, na których wyblakłych, kolorowych kiedyś fasadach wykwitają plamy wilgoci, chylą się ku niebrukowanym ulicom, przytulają do kompletnych, chociaż nadwyrężonych miejskich murów. Mijamy dom, w którym urodził się Vlad Tepeş, zwany Drakulą, świeżo odnowiona żółta fasada wygląda prawie radośnie, z niedalekiego gotyckiego kościoła dobiegają dźwięki organów – ktoś gra Bacha. Do kościoła na wzgórzu prowadzi kryty drewnem tunel, wspinający się niezliczoną ilością schodów, zabójczych dla pozbawionych kondycji mieszczuchów. Miasto widziane z góry wydaje się prawie monochromatyczne, szare, pastelowe, nieregularne. Tu nie dotarły jeszcze dobrodziejstwa nowoczesnej konserwacji zabytków, sprawiające, że zabytki wyglądają jak wybudowane miesiąc temu przez dewelopera ze skłonnością do stylu retro, a życie toczy się leniwym rytmem, niezakłóconym przez turystyczny boom. Przesmykami i zakamarkami, w których można sobie wyobrazić, że zdarzyła się jakaś mroczna historia z peleryną i osikowym kołkiem w rolach głównych, przemykają wszechobecne koty, pod gzymsami dachów trzepocą jaskółki (szkoda, że nie nietoperze). W oknach suszy się pranie, a w restauracjach kelnerzy nie mówią po angielsku. Podobne wrażenie sprawiają inne transylwańskie miasta – Braszów, Sibiu czy Alba Julia. Tu również spokojne, leniwe, pokryte patyną status quo bez makijażu walczy z dynamicznie rozwijającym się przemysłem turystycznym. Na pięknie odrestaurowanym rynku w Braszowie zjeść można w dobrej restauracji, zgubić się w labiryncie wąskich uliczek ( w tym w tej najwęższej – ulicy Sznurowej, gdzie stojący w poprzek człowiek spokojnie dotknie domów z lewej i prawej strony) i wysłuchać koncertu organowego w słynnym Czarnym Kościele. Rozłożone na tarasach Sibiu, europejska stolica kultury 2007, to świadek wielokulturowości Transylwanii – polski Sybin, rumuńskie Sibiu, węgierskie Nagyszeben i niemieckie Hermannstadt to jedno i to samo miasto o kilku co najmniej obliczach. Alba Julia – tu w obrębie murów kompletnie zachowanej barokowej twierdzy w kształcie wielobocznej gwiazdy z bastionami obok siebie stoją romańska katedra kryjąca groby królów Siedmiogrodu oraz prawosławny sobór koronacyjny późniejszych królów Rumunii.

Kolorowe wioski

SI Around - Podróże nieoczywiste - Transylwania Prawdziwą podróż w nieznane oferuje jednak transylwańska prowincja. Tu, wśród saskich wiosek, romskich koczowisk, ruin chłopskich zamków i kościołów obronnych, najlepiej poczuć można ducha burzliwych dziejów Transylwanii, zdobywanej, odbijanej, podbijanej, wyzwalanej i okupowanej przez większość swojej historii. Region miasta Medias to siedmiogrodzka Saksonia, zamieszkana przez sprowadzonych tu w XII wieku Niemców. Pomalowane w jaskrawe kolory charakterystyczne zagrody o wielkich bramach stoją równiutko wzdłuż ulicy, tworząc kolorowy szpaler. W kościołach obronnych, niezdobytych twierdzach służących ratunkiem miejscowej ludności nękanej przez liczne najazdy królują gotyk i reformacja. Jednak prawdziwych Sasów jest tu coraz mniej – przechowawszy swoją unikatową kulturę przez 800 lat, wracają do Niemiec.

Po Białym Kościele w Viscri, wiosce, do której nie dotarła asfaltowa droga, kanalizacja ani cegła zwana pustakiem, oprowadza nas Caroline. Jej rodzina sprowadziła się tu w średniowieczu z Nadrenii, ma na to dokumenty, sama też na kilka lat wyjechała do Niemiec. Próbuje chronić kościół przed podupadaniem, w dawnych celach dla uciekinierów wystawia zbierane po domach sprzęty charakterystyczne dla saskich zagród. Równie zaciekle jak z zapomnieniem miejscowi Niemcy próbują walczyć z zadeptaniem Viscri – o asfaltową drogę nikt tu się specjalnie nie stara, wiadomo, że wraz z nią zjawiłyby się autokary wycieczkowe. A tak to trafią tu tylko najwytrwalsi, którzy zaryzykują półgodzinną przeprawę przez podmokłe pola drogą gruntową. Na głównej ulicy Viscri wciąż pasą się konie i bawią dzieci, ale wioska mimo oporu mieszkańców jednak się zmienia. Do domów opuszczonych przez wyjeżdżających do Niemiec Sasów wprowadzają się Romowie, znów tworzy się tygiel, znów z międzykulturowego napięcia urodzi się coś nowego.

Zjawiskiem charakterystycznym dla Transylwanii są kościoły obronne. Mniejsze lub większe, słabiej bądź mocniej ufortyfikowane, otoczone kilkoma pierścieniami murów, rozbudowywane o wieże, baszty, barbakany, prawdziwe ludowe twierdze, były miejscem schronienia miejscowej ludności podczas licznych wojen. Pozbawieni opieki warstw wyższych chłopi nauczyli się sami o siebie dbać, kościoły obronne były często niezdobytymi twierdzami, a także zaczątkami prawdziwego samorządu – na terenie twierdz było miejsce i na szkołę, i na warsztaty rzemieślnicze, a nawet na kaplicę dla wiernych innego wyznania. Dziś obronne kościoły to jedna z największych atrakcji turystycznych Transylwanii, doskonale zachowane zespoły w Prejmer (kościół otoczony „hotelem” na prawie 400 pokoi-cel dla uciekinierów), Harman, Cisnadie czy Biertan to doskonałe przykłady lokalnej inicjatywy – starannie odrestaurowane, pięknie utrzymane, dostępne za niewielką opłatą. Równie ciekawe, a nawet ciekawsze, są te, do których niełatwo dotrzeć przeciętnemu turyście. Do Avrig trafiamy przypadkiem, zaskakując żonę i dzieci pastora bawiące się w kościele. Nieco krzywa wieża i wytarte polichromie dodają tylko uroku, podobnie jak rosnący wokół gąszcz ogrodowych kwiatów. Do najstarszego kościoła obronnego Transylwanii w Cisnadioarze musimy wspiąć się na wysokie wzgórze. Spotkana w wiosce opiekunka kościoła daje nam pęk kluczy, którymi otworzymy go sobie, gdy już wdrapiemy się na górę. Okazuje się, że nie jesteśmy jedyni – w obrębie murów nocuje grupka niemieckich skacowanych harcerzy. Kościół wewnątrz jest zupełnie pusty, przez nieoszklone okna i dziury w dachu kapie woda.

Ruiny stare i nowe

SI Around - Podróże nieoczywiste - Transylwania Im dalej na południe, tym krajobraz bardziej się zmienia. Na horyzoncie pojawiają się poszarpane szczyty Fogarasz, najwyższego i najbardziej dzikiego pasma Karpat Południowych, gdzie do dziś żyją wilki, niedźwiedzie i rysie. Po krótkim przystanku w Branie, gdzie w domniemanym „Zamku Drakuli” (jednym z niewielu transylwańskich zamków, w którym Drakuli nigdy nie było) urządzono Disneyland dla zachodnich turystów, szybko ruszamy dalej, na poszukiwanie pozostałości po rzymskiej Dacji.

Znajdujemy je w regionie górskim zwanym Orăştie – ruiny rzymskiego miasta Sarmizegeutusa, sanktuarium Sarmizegeutusa Regia, pozostałości dróg i fortec. Mieszkańcy Rumunii są dumni ze swojego rzymskiego dziedzictwa, uważają się za potomków Rzymian, podkreślają kulturową ciągłość z czasami wysoko rozwiniętej Dacji. Co ciekawe, rzymskie ruiny stanowiły dla miejscowej ludności bogate źródło kamienia budowlanego, a najciekawszym przykładem tego rodzaju recyklingu jest kościółek, a w zasadzie cerkiew w Densus, wybudowana w XIII wieku w całości z rzymskich prefabrykatów – za okrągłe okna służą tu fragmenty rur kanalizacyjnych, a za filary – ołtarze stawiane jeden na drugim. Ale żeby dojechać do rzymskich ruin Sarmizegeutusy, przejechać trzeba przez inne ruiny – opuszczony, na wpół wybudowany kombinat lub fabrykę. Ciągnące się wzdłuż drogi porośnięte wybujałą trawą ruiny sprawiają upiorne wrażenie, jak jeszcze jedna rana, tym razem po mrocznych czasach Ceauşescu. Podobne górniczo-hutnicze monstrum wybudowano w pobliskiej Hunedoarze, gdzie najpiękniejszy gotycki zamek Transylwanii obudowano dymiącym kombinatem. Tak funkcjonowała symboliczna walka reżimu Ceauşescu z pamięcią o dawnych królach w imię nowego socjalistycznego człowieka.

Podskakując na wybojach, mijani przez limuzyny o przyciemnianych szybach, zostawiając za sobą rozklekotane wiekowe dacie, toczymy się w stronę węgierskiej granicy. Zostawiamy za sobą świat, który gwałtownie się zmienia, tak jak zmieniają się rumuńskie drogi, z tych dziurawych i gruntowych na nowe, „europejskie”, świat żonglującej skrajnościami różnorodności, żywej, niezamkniętej w skansenie wielokulturowości i autentycznego, wielowiekowego tygla. Rumunia zmienia się na naszych oczach, przy remontowanych drogach rosną nowe domy i centra handlowe, choć kilka kilometrów dalej przy tej samej drodze Cyganie sprzedają mosiężne patelnie prosto z krytych brezentem wozów. Po drodze na ostatnim przystanku kupujemy w supermarkecie trochę transylwańskiego czosnku przeciw krwiopijcom (ponoć dobre na komary) i butelkę słynnej Czarnej Dziewicy (Fetesca Negra to wino o barwie krwi, najlepsza pamiątka z transylwańskiej wyprawy). Żegna nas mgła powoli zasnuwająca wzgórza Transylwanii i burzowe niebo, do którego się już przyzwyczailiśmy (świetnie wychodzi na zdjęciach). Wyjeżdżamy z postanowieniem, że musimy tu wrócić, zanim będzie za późno. Zanim przyjadą wycieczki i obwieszeni aparatami japońscy turyści.

Obejrzyj fotorelację naszych autorów;
» Galeria #1
» Galeria #1
» Galeria #1
» Galeria #1
» Galeria #1

Małgorzata i Michał Kuźmińscy

Dziennikarze, miłośnicy podróży, architektury romańskiej, wina, klezmerskiej muzyki i tubylczego, wegetariańskiego fastfoodu. Michał na stałe związany jest z redakcją Tygodnika Powszechnego. Wspólnie i osobno publikują na tematy z popularnonaukowego pogranicza popkultury i antropologii, przemierzają boczne drogi Europy (i nie tylko), prowadzą wortal poświęcony architekturze romańskiej www.albumromanski.pl. Autorzy przewrotnego kryminału „Sekretu Kroke”, który ukaże się niebawem nakładem wydawnictwa Świat Książki.

Książkę naszych autorów kupisz w Świecie Książki on-line

Sprawdź również:

  1. [SI around] Pomarańcze wprost z Andaluzji
  2. SI Showcase #2
  3. [SI style] Sesja dla SI Magazynu (nr 1)- Galeria Pauza, Kraków
  4. Pokazy kolekcji wiosennej w galeriach handlowych

Skomentuj!

zostaw trackback     komentarze tego artykułu przez RSS    




Możesz używać tych tagów HTML (nawiasy [kwadratowe] zamień na <ostre>):
[a href="http://www.link.pl"]link[/a] | [b]pogrubienie[/b] | [i]kursywa[/i]

Blog umożliwia wyświetlanie avatarów z serwisu Gravatar.com. Aby być rozponawalnym, zarejestruj się na pl.Gravatar.com.

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu dostosowania się do Twoich preferencji oraz w celu zapewnienia Ci wygody użytkowania serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy kliknij tutaj. Pamiętaj, że korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.