[SI star] Michał Piróg – Znaki
Tagi: felieton, michał piróg, SI Magazyn, SI nr 2, SI star540 odsłon/y
Pojawiające się ostatnio znaki mogą doprowadzić do wniosku, że niektóre wydarzenia wokół nas stanowią spełnienie licznych przepowiedni wizjonerów czy też ksiąg naukowych.
Od lat zapowiadana apokalipsa musi w końcu nadejść i jest ona nieunikniona, gdyż przewidziało ją wielu bogów, przywódców religijnych, wróżek i magików. Woli nieba nie ma co podważać ani się jej przeciwstawiać. Należy ją z pokorą zaakceptować.
Tytuł: “Znaki.”
Felieton: Michał Piróg (facebook.com/Michal.Pirog)
Foto: Paweł BąbałaŹródło:: SI Magazyn nr 2 / 2009 (sierpień – wrzesień – październik)
Sprawdź również:: facebook.com/SI.Magazyn i SiCrew.blip.pl
Mogliśmy zaobserwować wiele niepokojących zdarzeń. Takich jak na przykład wybór na papieża (Benedykta XVI) Josepha Aloisa Ratzingera, Niemca łączonego z Wermachtem. Następnie najgorsze, co mogło spotkać świat – czarnoskóry szatan o imieniu Barack Hussein Obama na czele światowego mocarstwa to kolejny zwiastun nadchodzącej katastrofy. W końcu doszukanie się powiązania między imionami Barack Hussein Obama a Saddam Husajn nie jest trudne, dla niektórych nawet oczywiste. Zafałszowanie wyborów w Iranie, wybuchające co chwila kolejne epidemie, nowe zmutowane choroby, wobec których jesteśmy bezradni, groźba wojny na Bliskim Wschodzie, ataki terrorystyczne, kryzys światowy czy chociażby te mniejsze znaki jak bliźniacy u władzy, żydowskiego pochodzenia prezydent Francji i szatańskie pomocnice (kobiety) w polityce czy też śmierć króla muzyki pop mówią same za siebie. Można by powiedzieć: Michael Jackson nie żyje, to koniec świata. Dzień Sądu Ostatecznego nadchodzi nieubłagalnie.
Otóż, moi drodzy, gówno prawda. Żadni bogowie ani czarne szatany nie odbiorą wam cudownego życia, nikt z nich nie przerwie sielanki życia ziemskiego. Sami dostaniemy, na co zasłużyliśmy.
Prawdziwe znaki nadchodzącego końca to kilkusetletni cichy krzyk Ziemi, który przerodził się w płacz i kaszel w postaci śniegów w Arabii Saudyjskiej, lepienie bałwanów przez podekscytowane dzieci w Australii lub RPA, tornada w Polsce, powodzie nawiedzające świat, huragany, trzęsienia ziemi, wyczerpanie zasobów wody pitnej we Francji, w Hiszpanii i w Portugalii, roztapianie się lodowców Arktyki i Antarktydy. To wyniki globalnego ocieplenia, które ostentacyjnie mamy w czterech literach.
Nikt nie chce przyjąć do wiadomości, że zżeramy zasoby naszej planety szybciej, niż ona jest w stanie wydać nowe plony, traktujemy ją jak mlekodajną krowę, wmawiając sobie, że ciągnięcie krowy za wymiona to dla niej coś w rodzaju gry wstępnej.
My jako ludzie pozwalamy sobie na coś więcej niż mord Ziemi. Sami regulujemy naturę, pozwalając ludziom w Afryce umierać przez setki lat z pragnienia tylko po to, aby zaspokoić swoje próżne potrzeby białego „wyższego” gatunku i w momencie suszy w Europie korzystać z wody pitnej, która pochodzi właśnie z Afryki. Przez setki lat, wstrzymując rozwój cywilizacyjny w krajach Trzeciego Świata, wmówiliśmy im, że taka jest kolej rzeczy i nie mają warunków do egzystencji samodzielnie, że są uzależnieni od nas. Tymczasem w chwili zagrożenia naszego bytu ostentacyjnie zabieramy im to, co ziemia trzymała dla nich od zawsze, spokojnie patrząc, jak ich dzieci umierają na naszych oczach – ale teraz musimy wybierać: oni czy my.
Wybór jest oczywisty.
Katastrofę czuć w powietrzu… To prawda – za dwadzieścia lat może się zdarzyć, ze będziemy się zastanawiać, czego mamy się napić. To straszna wizja. Najgorsze jednak w tym nie jest to, że od lat do niej dążymy, lecz to, że nie znajdujemy determinacji w sobie, żeby ten proces zatrzymać.
Zalewani kłamstwami i obłudą ludzi żądnych jedynie dóbr materialnych, omamiani perspektywą lepszego życia, zaszczuci przez sekciarskich radykałów, idziemy niczym małe owieczki z pochyloną główką i wiarą, że wszystko, co nam powiedzieli, doprowadzi nas do lepszych czasów, do legendarnych szklanych domów i do krain mlekiem i miodem płynących. Tymczasem na końcu wycieczki zafundowanej przez magnatów finansowych, polityków, przywódców religijnych idziemy na przysłowiową rzeź niewiniątek. Tyle że niewiniątkami nie jesteśmy i zamiast chwały i współczucia odbierzemy ból i cierpienie. Zapłacimy przede wszystkim za chciwość i głupotę, ale głównie za mord, którego się dopuściliśmy lub pozwoliliśmy innym go dokonać.
Będzie to kara za powolne i bestialskie mordowanie planety oraz różnych gatunków na niej żyjących. Za pychę i przekonanie, że wolno nam wszystko, przyjdzie nam zapłacić wysoką cenę. Tylko dlatego iż wybraliśmy pasywną postawę wobec życia i oddaliśmy własny los w obce ręce.
Przykro mi czasem, że należę do gatunku, który myśli jedynie o sobie, który nie jest na tyle silny, aby walczyć o Ziemię dla swych dzieci i wnuków. Bałbym się mieć dziecko i patrzeć mu w oczy, wiedząc, co je czeka.
Felieton Michała z wcześniejszego wydania “SI Magazynu”:
» uwolnijswojczas.pl/si-magazyn/si-star-michal-pirog-istota/592
Sprawdź również:















zgadzam sie z tym w 100% oby wiecej takich osob. uwazam ze zmiane swiata trzeba zaczac od nablizszego otoczenia (inaczej sie nie da!!) :P michal jestem twoja fanka :**
ABSOLUTNA RACJA Michale!
Brawo, dziekuję TOBIE Z CAŁEGO SERCA za ten tekst!!!!!!!!!!!!
Jesteś WIELKI!!!
ER