Nowy SI Magazyn już na rynku!
05-10-2012 – 09:30 | Jeden komentarz

Na rynku ukazał się najnowszy numer SI Magazynu Czasu Wolnego – dziesiąty, jubileuszowy i bardzo muzyczny. Muniek Staszczyk odsłania kulisy 4-letniej pracy nad nową płytą a Ewa Farna, najbardziej zapracowana nastolatka w Polsce, opowiada o …

Przeczytaj całość wpisu »
Produkty

Produkty sport i lifestyle, marki, kolekcje, kampanie, technologie.

Marki

Nowe marki, projekty specjalne, marki na świecie, nowe koncepty

Ludzie

Ambasadorzy marek, projektanci, kluby sportowe, sportowcy

Sklepy

Nowe sklepy, promocje i akcje specjalne, obniżki i wyprzedaże

Wydarzenia

Eventy sportowe, muzyczne, projekty sponsoringowe

Start » SI Magazyn

Zwariowany rok Sławomira Peszki – Lech, reprezentacja i szkoła rodzenia

Dodane przez Justyna @ SI dnia 17-11-2009 o 12:08Brak komentarzy
Tagi: , , , , 4,278 odsłon/y
Zwariowany rok Sławomira Peszki – Lech, reprezentacja i szkoła rodzenia

W dniu ślubu człowiek czuje się najważniejszy na świecie. A jeśli w tym samym roku spodziewa się dziecka, to jest w siódmym niebie. Ale co gdy oprócz tego zadebiutuje w reprezentacji Polski, zdobędzie ważne gole w Pucharze UEFA, strzeli bramkę na miarę Pucharu Polski i otrze się o mistrzostwo kraju?
Właśnie taki rok ma za sobą Sławomir Peszko. Pomocnik Lecha Poznań i zawodnik Team Umbro Polska opowiada o pierścionku, którego nie wyjmował z kieszeni, ojcowskich radach kolegów z boiska i nauce chorwackiego hymnu.

Tytuł: “Zwariowany rok Sławomira Peszki – Lech, reprezentacja i szkoła rodzenia”
Rozmawiał: Piotr Nowik
Zdjęcia: Patryk Pindrel

Źródło:: SI Magazyn nr 2 / 2009 (sierpień – wrzesień – październik)
Sprawdź również:: facebook.com/SI.Magazyn i SiCrew.blip.pl

Piotr Nowik(SI Magazyn): Ostatnio sporo dzieje się w Twoim życiu?

SławekSławek Peszko: Wszystko działo się tak szybko, aż trudno to sobie wyobrazić … Szkoda tylko, że nie zdobyliśmy mistrzostwa Polski, ale za to w życiu prywatnym spotykają mnie same szczęścia. Podczas tego roku życie stanęło mi na głowie, ale mam też tyle zajęć, że na drugi plan schodzą koledzy, rzadziej widuję się z rodziną. Tylko czasem udaje się znaleźć jakiś wolny dzień, wyjechać i oderwać się od piłki.

Znalazłeś jednak chwilę, by pomóc żonie w przygotowaniu przyjęcia weselnego?

Już trzy miesiące wcześniej wszystko było gotowe. Tylko przyjechałem, powiedziałem „tak” i poszliśmy się bawić. Tylko salę wybraliśmy razem, a dekoracje i tego typu rzeczy to była działka żony. Sprawiało jej to przyjemność i pewnie dlatego wszystko wyszło super.

Podobno kłopoty były już na początku i musieliście nawet zmieniać datę ślubu.

W pierwszej wersji miał być 11 lipca, ale ta data była bez sensu. Pewnie wtedy byłbym na zgrupowaniu albo grał jakiś mecz pucharowy. Na szczęście sala była wolna też 10 stycznia, więc pobraliśmy się pół roku wcześniej.

I jak się udała impreza? Widziałem na zdjęciach, że kilku piłkarzy Lecha bawiło się bardzo dobrze.

Tak, byli Kuba Wilk, Grzesiu Wojtkowiak i Robert Lewandowski. Zaprosiłem też paru zawodników Wisły Płock. Było przednio, jak to na weselu. Nie wypada się chwalić, ale ludzie nie chcieli schodzić z parkietu.

A piłkarze się hamowali? Ktoś mógłby przecież uznać, że im tak huczna zabawa nie wypada.

Z jednej strony nie jest dobrze, gdy choć przez chwilę prowadzą niesportowy tryb życia, ale z drugiej wesela są zdecydowanie rzadziej niż na przykład mecze i ten jeden raz można się chyba wyłamać.

Po przyjęciu wsiedliście w samolot do Rzymu? Obiecałeś żonie tę wycieczkę.

No tak. Mieliśmy się wybrać, ale lekarz zalecił, by w ciąży nie latała. I tak z miesiąca miodowego w przyszłości będzie rodzinna wycieczka.

Kiedy spodziewacie się dziecka?

W październiku.

To chyba szczęście uśmiechnęło się do was już podczas nocy poślubnej.

No tak, ale niewykluczone, że mogło już podczas nocy sylwestrowej [śmiech].

Jeszcze nie nauczyłeś się być mężem, a już trzeba przygotować się do roli ojca.

Czekam na to z niecierpliwością. Po raz kolejny świat przewróci się do góry nogami, lecz na pewno nie odstawię piłki nożnej na drugi plan i pogodzę wychowywanie dziecka z moją pasją.

Zaczytujesz się już w podręcznikach z serii: “jak wychować dziecko?”

Nie, małżonka kupuje jakieś czasopisma i czasem podsuwa mi artykuły dla ojców, ale wolałbym zająć się praktyką. Wkrótce zaczniemy szkołę rodzenia, więc może to mi lepiej pójdzie.

A może udasz się po rady do kolegów z Lecha?

Rafał Murawski [od lipca nie jest już piłkarzem Lecha – przyp. red.] i Bartek Bosacki mają córki, więc już zaplanowałem u nich praktyki.

SI Magazyn nr 2/2009 - Rozmowa ze Sławomirem Peszko SI Magazyn nr 2/2009 - Rozmowa ze Sławomirem Peszko

Od czasu ślubu byłeś na rybach? Bo podobno żona nienawidzi wędkarstwa.

Miałem się wybrać w weekend, ale nie wypaliło. Kiedyś razem pojechaliśmy, ale nie za bardzo jej się spodobało. Z kolei mnie wędkarstwo bardzo wycisza. Po przegranym meczu lubię posiedzieć nad wodą, odcinam się od świata i nie myślę o piłce. Nie chodzi nawet o złapanie ryby, tylko o przyjemność.

No nie wiem. Dla mnie to wędkarstwo jest przeraźliwie nudne.

Musisz się wybrać nad wodę. Czym innym jest przecież oglądanie piłki nożnej w telewizji, a czym innym na stadionie wśród kibiców Lecha. Podobnie jest z łowieniem. A jak jeszcze ryby zaczną brać, to wędkowanie daje ogromną przyjemność. Choć jakiś specjalnych trofeów nie mam. Parę karpi się złowiło, ale ogólnie jestem laikiem.

To dziwne, bo wydaje się, że piłkarzy bardziej pociąga ryzyko: szybkie samochody, quady, a nawet hazard.

Hazard odpada, ale na zgrupowania zawsze bierzemy PlayStation i gramy turnieje. To już chyba norma we wszystkich klubach. Lubię też dobre kino, które wywołuje adrenalinę. Od presji czasami trzeba jednak odpocząć.

Jak Ci idzie gra na PlayStation?

Nie za bardzo, nie mam czasu na treningi. Ale jak przyjdzie moja forma, to jestem nie do zatrzymania. Najlepiej radzą sobie u nas Kuba Wilk i Robert Lewandowski, ale daję im jeszcze kilka tygodni [śmiech].

Za to lubisz zakłady. Pamiętasz jeszcze pierwszą zwrotkę hymnu chorwackiego?

Nie, jest bardzo trudna. Po porażce Polaków z Chorwatami na mistrzostwach świata w piłce ręcznej przegrałem zakład z naszym bramkarzem Ivanem Turiną. Podsyłał mi ten tekst do nauczenia, a ja w ogóle nie czułem rytmu. Zdecydowanie bardziej lubię Mazurka Dąbrowskiego. Gdy odbywa się tak waży mecz, w drużynie nie może obyć się bez zakładu. Później oczywiście są złośliwości, ale wszystko w żartach i z umiarem.

Rok temu przeszedłeś do Lecha z Wisły Płock. Na drodze nie próbował stanąć Ci na przykład teść?

No tak, to chyba jeden z najwierniejszych kibiców Wisły. Odkąd gram w Lechu, jest również kibicem drużyny z Poznania. Parę razy był już na naszym meczu. Bardzo mu się podobało i będzie przyjeżdżał częściej. Kiedy jestem w Płocku, chodzimy razem na Wisłę. Czasem tylko sobie dokuczamy, jednak tylko w żartach.

Ciężko było uprosić teścia o rękę córki?

Nie, po prostu dałem do zrozumienia, że chcę ją poślubić. Bardzo się ucieszył, choć na początku był w lekkim szoku. Zaręczyny odbyły się w którąś niedzielę rano. Wstałem i powiedziałem: “Zrobię to teraz”. Pojechałem po kwiaty, a pierścionek od pewnego czasu nosiłem w kieszeni. W końcu podjąłem spontaniczną decyzję.

Żona wie, o co chodzi w piłce nożnej?

Jeśli tylko może, to jest na meczu. Lubi to. Gdy ja w tygodniu oglądam na przykład siedem spotkań, to przy pięciu mi towarzyszy. Wie, o co chodzi ze spalonym, rozpoznaje piłkarzy. Ale wiedzy mężczyzny raczej nie przeskoczy [śmiech].

Jeszcze niedawno w drugiej lidze grałeś przeciwko drużynom z Turka czy Zabierzowa, a teraz latasz do Rotterdamu czy Udinese.

To ogromny przeskok, ale byłem na to przygotowany, bo kontrakt z Lechem podpisałem pół roku wcześniej. Wiedziałem, co mnie czeka, spodziewałem się, że poznaniacy będą grali w europejskich pucharach. Musiałem przygotować się psychicznie, by na wejściu się nie spalić. Wejście do drużyny jest najtrudniejsze. Jak się dobrze zaprezentujesz, to później zawodnicy pomogą i pójdzie z górki. Tak było w moim przypadku.

W kim masz psychiczne wsparcie?

Najbardziej pomaga mi żona. Po wygranej pierwsza gratuluje, jeszcze w szatni dostaję SMS-y. Drugą osobą jest mama, która ciągle mnie dopinguje. Tyle że ona nie ogląda spotkań, bo zbytnio się denerwuje. Nie może wytrzymać przed telewizorem, a na meczu to już w ogóle.

A jak znosisz porażki?

Jestem zły, nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Siadam przed telewizorem i patrzę w ekran. W domu cichych dni nie mamy, bo nazajutrz idę na trening i nie rozgrzebuję porażek. Z żoną jesteśmy razem siedem lat, wie, jak reaguję. Próbuje mnie pocieszać, ale zdaje sobie sprawę, że nie daje to zbyt wiele.

Do Lecha przyszedłeś za trenera Franciszka Smudy. Żałujesz, że nie będziecie już razem pracować?

Ani nie żałuję, ani nie jestem szczęśliwy. Do każdego trenera podchodzę z dystansem. Wiem, że to mój boss: ustala skład, wymaga dobrej gry, a później ją analizuje. Trener Smuda dał mi szansę i ciekawe, jak będzie to wyglądało z nowym szkoleniowcem. Będzie okazja do porównań.

Co zapamiętasz po Smudzie?

Ogromny temperament. Wszystko chciał wygrywać. Bardzo dobrze pamiętam, jak w przerwie meczu z ŁKS-em na nas krzyczał. Przegrywaliśmy po pierwszej połowie 0:1, i to na własnym boisku. W szatni było ostro, nikt nie chciał się wychylać…

Też jesteś nerwowy. Po Internecie krąży filmik, jak z ławki rezerwowych oglądasz mecz z Udinese w Poznaniu.

Nigdy więcej nie chcę czegoś takiego przeżywać. Nerwy są niesamowite, nie do zniesienia. Zdecydowanie bardziej lubię być na boisku, bo po pierwszym gwizdku ciśnienie schodzi. A jak z boku patrzyłem na nasze sytuacje, to po głowie chodziły mi rozwiązania tych akcji. Na co dzień staram się trzymać nerwy na wodzy, lecz kiedy stoję w korku, często zdarza mi się nie wytrzymać.

W rodzinnym Jedliczu nie miałeś pewnie korków, bo to zaledwie pięciotysięczne miasteczko.

No tak. Niedawno byłem kilka dni u rodziny. Przeprowadziłem nawet trening trampkarzy Nafty, której jestem wychowankiem. To niewielka miejscowość, więc jestem dość popularny. Młodzi chcą, bym się z nimi spotkał, coś pokazał i potrenował. Jak przyjeżdżam, to zawsze zrobimy sobie parę zdjęć czy wspólnie pogramy. Wkrótce może doczekamy się tam ekstraklasowego piłkarza, bo idzie im coraz lepiej. Ale chłopcom w dużych miastach jest łatwiej, mają większą siłę przebicia.

Na ulicy częściej zaczepiają Cię w małym Jedliczu czy w dużym Poznaniu?

Chyba w Poznaniu. Tu piłką żyje całe miasto razem z kobietami i dziećmi. To są fanatycy, jeżdżą za nami wszędzie. Nie da się ich porównać z żadnymi innymi kibicami. Za to w Jedliczu spotykam osoby, które mówią, że z mojego powodu interesują się piłką nożną. Często zdarza się, że sąsiedzi przybiegają do moich rodziców i gratulują. Gdy strzelałem bramki w pucharach, mama obierała telefony z gratulacjami. To było dla niej bardzo miłe.

A koledzy z Nafty?

Utrzymuję z nimi kontakt. Pozakładali rodziny, część gra w niższych ligach. Niewiele brakowało, a skończyłbyś karierę jako młody chłopiec. Gdy miałem 11 lat, uderzyłem się w nerki, przeszedłem operację i przeszczep moczowodów. Groziło mi rozstanieze sportem, na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Jesteś porównywany do Zbigniewa Bońka: rzadko trafiasz w lidze, ale za to pokonujesz bramkarzy w europejskich pucharach.

To porównanie jest zupełnie bez sensu. Ja miałby być Bońkiem? Zgadza się tylko to, że nie strzeliłem w lidze. To moja największa porażka i utrapienie.

A reprezentacja?

To przede wszystkim ogromne wyróżnienie. Po to gram w piłkę, by występować z orzełkiem na piersi. Każdy piłkarz o tym marzy. Strasznie chciałbym być alternatywą dla Kuby Błaszczykowskiego.

Ostatnie pytanie… Wolisz córkę czy syna?

Nie ma co wybierać, ale jednak chciałbym chłopaka. Jak będzie dziewczynka, to zostanie córką tatusia [śmiech]. Chciałbym, żeby dzieci były związane ze sportem, ale na pewno nie będę im niczego narzucał.

Sprawdź również:

  1. Oscar dla Sławka Peszko!
  2. Studencki niezbędnik Aktivista – szukaj 8. października na swojej uczelni!
  3. [SI sport] Łowca bramek – powrót Frankowskiego cieszy kibiców i przeraża obrońców
  4. TOP GUN! Sesja dla SI Magazynu (nr 3/2009) w Muzeum Lotnictwa

Skomentuj!

zostaw trackback     komentarze tego artykułu przez RSS    




Możesz używać tych tagów HTML (nawiasy [kwadratowe] zamień na <ostre>):
[a href="http://www.link.pl"]link[/a] | [b]pogrubienie[/b] | [i]kursywa[/i]

Blog umożliwia wyświetlanie avatarów z serwisu Gravatar.com. Aby być rozponawalnym, zarejestruj się na pl.Gravatar.com.

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celu dostosowania się do Twoich preferencji oraz w celu zapewnienia Ci wygody użytkowania serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy kliknij tutaj. Pamiętaj, że korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.